czwartek, 13 lutego 2014

6. Nie szukaj problemów, one same Cię znajdą.

Teraz już sam nie wiedział, czego chce. Kochał tę dziewczynę, był tego w pełni świadomy. Kochał każdy jej gest; jak bez przebierania w słowach rzuca wyzwiskami, jak się denerwuje, gdy coś się nie udaje, jak z trudnością, ale także wyjątkową szczerością, przeprasza, czy dziękuje. Ale wiedział, że nie może tego mieć. Mimo to owoc zakazany zawsze smakuje lepiej.
Stali w przejściu od kilku minut, wtuleni w siebie. Chłopak wciąż nie mógł pozbierać myśli, a także uspokoić swojego, bijącego jak oszalałe, serca.
Oderwała się od niego i zaczerwienionymi od łez oczami spojrzała na niego. W głowie miała wielki mętlik, a stojący przed nią brunet wcale jej nie pomagał. Otworzyła usta w celu wytłumaczenia mu, co tu robi, lecz młody Niemiec nie dopuścił jej do głosu. Delikatnie położył palec na jej wargach, a następnie złapał za rękę i zaprowadził do salonu.
Siedzieli w ciszy po dwóch stronach kanapy. Ona biła się z myślami, on również. Przecież jeszcze kilka godzin temu mówiła, że go nienawidzi, że nie chce znać. Jak dużo się zmieniło?
- Przepraszam - odezwała się, wpatrując się w sufit.
Nie wiedział, co odpowiedzieć. To był kolejny moment w jego życiu, gdy naprawdę nie miał pojęcia jak zareagować. Odwrócił głowę w jej stronę i z niedowierzaniem spoglądał na brunetkę, która skierowała wzrok w jego stronę.
- Gdy mówiłam, że Cię nienawidzę, nie miałam tego na myśli - wytłumaczyła, chociaż ta rozmowa dużo ją kosztowała. - To wszystko jest takie trudne.
Uśmiechnął się do niej delikatnie, tak jakby miało to pomóc, i przyciągnął do siebie, pozwalając się jej wtulić.
- Nikt nie mówił, że będzie łatwo - odparł po chwili.
- A ktoś mówił, że będzie tak cholernie ciężko? - oderwała się od niego i spojrzała prosto w oczy, ilustrując jego zachowanie. Spoglądał na nią w taki sposób, jaki Marco patrzył na nią. Z czułością, namiętnością, czasami współczuciem i żalem. - Mario?
Swoim spojrzeniem kazał kontynuować wywód: - Zrobisz coś dla mnie?
- Dla Ciebie zrobię prawie wszystko.
Znów nie taką odpowiedź chciała usłyszeć. Powoli uświadamiała sobie, że przychodzenie tutaj to nie był najlepszy pomysł. Potrzebowała wsparcia, bliskości, kogoś kto ją zrozumie, lecz nic więcej.
Zawahała się: - Prawie?
Wystraszył się, gdy tak przenikliwie spoglądała mu w oczy. Wstała z kanapy i ruszyła do drzwi. Jednak on nie pozwolił jej odejść. Złapał ją za rękę i odwrócił w swoją stronę. Dzieliły ich tylko milimetry. Wplótł rękę w jej brązowe włosy i pocałował czule. Dziewczyna była nieco zaskoczona, ale przywarła do niego całym ciałem i odwzajemniła jego pocałunek.
- Nigdy nie przestanę Cię kochać - wyszeptał.
Coś w niej pękło. Oboje dobrze wiedzieli, że to jeden z ich największych błędów, jednakże w tej chwili nie było to istotne. Liczyli się tylko oni, i chwila, która mogłaby trwać wieczność.
20-latka zderzyła się ze ścianą, nie odrywając się od bruneta ani na chwilę. Pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne i namiętne, a gdy Niemiec chciał pozbawić ją zwiewnej koszulki, którą miała na sobie, zwyciężył głos rozsądku, krzyczący, by nie robiła nic więcej. Energicznie poruszyła się w bok, strącając wiszące na ścianie zdjęcie. Szklana ramką, nim z hukiem rozbiła się o ziemię, delikatnie skaleczyła ramię dziewczyny.
- Nie! - krzyknęła i ze strachem w oczach spojrzała na bruneta. Dochodziło do niej, co przed chwilą zrobili i co chcieli zrobić.
- Proszę, uspokój się - powiedział łagodnie, chociaż i jemu było bardzo trudno. Drżącą dłonią, złapał na rękę dziewczyny, lecz ona natychmiast ją zabrała.
- Zostaw mnie! Dlaczego Ty to robisz? - zapytała retorycznie. - My nie umiemy się przyjaźnić. To wszystko nie miało prawa się wydarzyć. My nigdy nie mieliśmy się prawa spotkać.
Ruszyła w stronę drzwi, cała drżąc z emocji i napływu myśli. W głowie miała mętlik, jeszcze większy, niż zanim tu przyszła.
- Nie wyjdziesz stąd - zagrodził jej drogę. - Nie teraz, nie w takim stanie.

***

W Dortmundzie od rana panował wielki chaos komunikacyjny. Robert Lewandowski, nie dość, że później wyjechał z domu, utknął w ogromnym korku. Jednakże, był w wyjątkowo dobrym humorze. Cicho słuchał włączonego radia, które przeplatało się z odgłosami pracy silników i klaksonów zniecierpliwionych kierowców.
Po niecałych 20 minutach dotarł na przedmieścia Dortmundu, do bazy treningowej BVB. Otworzył bagażnik, wyciągnął torbę i ruszył ku szatni.
- Siema! - krzyknął radośnie, otwierając drzwi. - Widzieliście może dzisiaj Vik... - przerwał mu gest Kevina, który energicznie poruszył ręką i spojrzał na wiążącego buty, Marco. - Trenera jeszcze nie ma? Myślałem, że się spóźnię - zmienił temat i usiadł na swoim miejscu.
Marco uśmiechnął się ironicznie. Pragnął wiedzieć, co u niej. Jak się czuje, czy wszystko jest w porządku. Jednakże, każdy chciał, by o niej zapomniał. A on nie chciał wcale zapominać.
Dokończył czynność i wstał z miejsca.
- Nie krępujcie się, już mnie nie ma - rzekł smutno, zamykając drzwi, i już go nie było.
- Debilu! - Hummels rzucił w Lewego koszulką. - Co Ci znów strzeliło do tej durnej głowy?
Wszyscy znali Marco i Viktorię. Wszyscy wiedzieli, że się rozstali, nieliczni dlaczego. Każdy dostrzegał smutek malujący się na ich twarzach, i każdy chciał im w jakiś sposób pomóc.
- Zapomniałem! - tłumaczył się napastnik. - Chcę mu pomóc, tak samo jak wy. W końcu to nasz kumpel.
- Masz jakiś pomysł? - Lewy zbił wzrok w ścianę, intensywnie się zastanawiając, jednak nic nie przychodziło mu do głowy.
- Odpuść, daj im spokój - z zamyśleń wyrwał go głos Nuriego. - I Marco, i Viktorii.

***

Dzisiaj był środek lata, więc okienko transferowe zostało otwarte kilka dni temu. Borussię Dortmund postanowił zasilić serbski pomocnik, Milos Jojić, który aktualnie siedział na jednej z ławek i przyglądał się rozmowie nowych kolegów.
Viktoria, po nieprzespanej nocy, udała się również do centrum treningowego. Sama w domu nie mogła wytrzymać. Wyrzuty sumienia zagłuszały jej każde myśli.
- Cześć, jestem Miki - usiadła obok i podała swoją dłoń nowemu nabytkowi Dortmundu. - Miło mi Cię poznać - dodała w języku niemieckim, jednak mina piłkarza utwierdzała ją w przekonaniu, iż 21-latek nie do końca zrozumiał jej słowa.
- Milos.
- Jak Ci się tu podoba? - zwróciła się już po angielsku.
- Jest świetnie, czuję się jak w rodzinie. Naprawdę jestem szczęśliwy, że mogę tu być.
Uśmiechnęła, bynajmniej nie sztucznie. Cieszyły ją takie słowa, szczęście innego członka Borussii.
Spojrzała w kierunku wszystkich piłkarzy, stojących w kilkuosobowych grupach porozrzucanych po całym boisku. Rozmawiali, śmiali się, cieszyli życiem.
- Idź ktoś po koszulki! - z zamyśleń wyrwał ją głos jednego z kolegów.
- Chodź, oprowadzę Cię - wstała z ławki i zwróciła się do serbskiego pomocnika. Ten skinął głową na znak zgody. Szli żółtym korytarzem, na którego ścianach wisiały różnorodne obrazy. - Podoba Ci się w Dortmundzie? Znalazłeś już jakieś mieszkanie? - zaatakowała go ogromem pytań, gdy przemierzali kolejne zakręty.
- Tak, całkiem niedaleko stąd... - zaczął, lecz nie dokończył. Z niższą od niego dziewczyną, zderzył się brunet, którego skądś kojarzył. Zilustrował 20-latkę wzrokiem, a jej wyraz twarzy nie wskazywał, iż jest zadowolona z tego spotkania. Jednakże, zmusiła się do uśmiechu i posłała go w stronę chłopaka.
- O, Milos; to nasz były gracz, Mario - przestawiła Niemca nowemu graczowi, który również zdobył się na uśmiech.
- Miło mi, Milos - uścisnął dłoń 20-latka.
- Mi również - odrzekł, a następnie zwrócił się w stronę Polki. - Viktoria...
- Co Ty tu robisz? - natychmiast mu przerwała, nie dopuszczając go do słowa. - To nie ma sensu.
- Proszę Cię, nie chcę zostawić tego bez wyjaśnienia - złapał ją za rękę, nie zważając na obecność Serba. - Wiedź, że nie żałuję tego, co się stało.
Delikatnie zamknęła oczy, analizując jego słowa. Chciała wykrzyczeć, że nie potrzebnie tu przychodził, żeby już wracał, ale nie umiała. Nie umiała tego powiedzieć. 
- Dlaczego nie żałujesz? - rzekła po chwili.
- Bo tego chciałem - odparł bez ogródek. W przeciwieństwie do dziewczyny, nie bał się o tym mówić.
- Co ja mam Ci powiedzieć? Co chcesz usłyszeć? - podniosła głos. - Że nie żałuję? Żałuję jak cholera tego, że znów dałam Ci wejść do mojego życia.
- Powiedź, że będziesz szczęśliwa - po raz kolejny spokojnie wypowiadał swoje słowa. Był tak cholernie spokojny, a 20-latkę często wyprowadzało to z równowagi. - Beze mnie. 
Nie odpowiedziała mu, gdyż nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Wolała milczeć, niż powiedzieć o dwa słowa za dużo.
- Takim razie, weź to - sięgnął do kieszeni swoich spodni i wyciągnął rzecz dobrze jej znaną. Z którą wiązało się wiele wspomnień.
Zdziwiła się, że wciąż to ma. Przecież oddała mu ją jako symbol ich końca.

- To nic dla mnie nie znaczyło. Nie kocham Cię - odparła, czując, że oszukała samą sobie.
Wzięła do ręki torebkę i wyciągnęła z niej bransoletkę, na której widniał napis: Mario. Położyła ją na ławce, szepcząc na odchodne.
- Oddaje Ci to, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Teraz wiesz, co ja czułam. Zostaw mnie w spokoju, nie dam się po raz kolejny zranić - rzekła i odeszła, ocierając łzy.

Wcisnął jej przedmiot w dłoń i musnął jej policzek, szepcząc: - Nie zapomnij o mnie - i zniknął za zakrętem.
Wzięła głęboki oddech, tłumiąc swoje łzy, które zebrały się w kącikach jej oczów. Wydarzenia z ostatnich dni mocno ją wstrząsnęły, a kolejne problemy tylko ją dobijały.
- Wszystko w porządku? - z zamyśleń wyrwał ją głos 21-latka. Odgarnęła opadające na twarz włosy, i odwróciła się w kierunki chłopaka.
- Tak, jasne. W najlepszym - wymusiła uśmiech i ruszyli w stronę wyznaczonego celu. 

***

- Hej, Milos! Jak Ci się podoba u nas? - poczuł na swoim ramieniu rękę blondyna, którego natychmiast obdarzył uśmiechem. Nie przypominał chłopaka, jakim był o poranku. Smutnym, przygnębionym. 
- Cieszę się, że tu jestem - powtórzył słowa, które wypowiedział w kierunku Viktorii.
Zastanawiał się, kim ona mogła być. Stawiał, iż jest psycholog, zawsze otwartą i ciepłą, lecz nie był do końca pewien. Do tego dochodziła rozmowa z graczem monachijskiego klubu, z której niewiele zrozumiał. - Poznałem już wszystkich, dzisiaj nawet samego Mario Gotzego - dodał, jednak pożałował swoich słów. Mina dortmundzkiego pomocnika zmieniła się diametralnie, uświadamiając go, że nie powinien wspominać o odwiedzinach jego byłego kolegi.
- Co? Mario tu był? - zapytał od razu.
- Tak, rozmawiał z... Miki? - wyjaśnił pytającym tonem. Nie był pewny, czy dobrze zapamiętał jej imię. - Przynajmniej tak mi się przedstawiła.
Wewnątrz 23-latka zawrzało. Był wściekły na bruneta, który po raz kolejny wtrąca się w ich sprawy. Wiedział, jak bardzo Viktoria jest dla niego ważna, dlatego miał świadomość, iż ich rozstanie zachęciło go do ponownego zbliżenia się do niej.
- Ah, tak, tak... - udał niewzruszonego. Poklepał klubowego kolegę po plecach: - Dzięki za informację, do zobaczenia! - i pobiegł w kierunku szatni.

***

Nie zamierzał odpuścić, mimo rad innych. Sam dokładnie wiedział, co ma zrobić. Nie potrzebował pomocy, nie potrzebował nikogo prócz jej, i nie pozwoli jej sobie odebrać. Nie tak łatwo.
Z piskiem opon zatrzymał się przed mieszkaniem 21-latka. Trzaskając drzwiami, wybiegł z auta i pokierował się na górę. Nie liczył się już z nim. Dla niego ich przyjaźń była praktycznie skończona. Wygrała złość, nie zdrowy rozsądek.
Zadzwonił dzwonkiem; jeden raz, drugi raz, trzeci raz, lecz nikt nie raczył otworzyć drzwi. W furii walnął ręką w drewniane wejście.
- Marco? - Gotze nie krył zdziwienia z wizyty przyjaciela. Za kilka godzin ma lot powrotny do Monachium, z Reusem pożegnali się o poranku. 
- Jak mogłeś, skurwielu!? - rzucił się na niego, przypierając go do ściany. - Jak mogłeś mi to zrobić!? - krzyczał w złości.
- Uspokój się! - odepchnął go, i stanął naprzeciwko.
- Nie, nie będę, kurwa, spokojny! Czego nie rozumiesz w zdaniu: Dziewczyny przyjaciela się nie rusza, co?
W tej chwili również starał się zachować spokój, lecz przychodziło mu to z większym trudem. Nigdy nie widział Reusa w takim stanie, nigdy się tak nie zachowywał. 
- Nie zasługujesz na nią - odparł, chociaż wiedział, że nie powinien tego mówić. Czuł jednakże, iż jest to konfrontacja ich obu. Walka o Viktorię. 
Urodzony w Dortmundzie pomocnik nie wytrzymał. Kipiący złością blondyn postanowił przejść do rękoczynów i uderzył pięścią w twarz stojącego naprzeciw niego zawodnika Bayernu. Ten, nie mogąc uwierzyć w to, co się przed chwilą stało, pochylił się, próbując zatamować cieknącą strużkę krwi.
- Jesteś ostatnią osobą, która powinna to mówić - rzekł niewzruszony, wciąż nie docierało do niego to, co zrobił. - Wypierdalaj stąd! - krzyknął, a zdezorientowana mina przyjaciela nakazała mu kontynuować. - Rozumiesz? Zabieraj to - wskazał na stojące w kącie walizki - i wypierdalaj!
Nie miał ochoty na pozostanie w tym mieszkaniu ani chwili dłużej. Rzucił mordercze spojrzenie, trzasnął drzwiami i opuścił pomieszczenie. Dał upust swojej złości, więcej nic nie chciał. 
21-latek stał, wpatrując się w przestrzeń jeszcze przez chwilę. Nigdy nie sądził, iż kiedykolwiek dojdzie do takiej sytuacji. Że ich przyjaźń się tak skończy. Bo dla nich obu skończyła się definitywnie.
Z zamyśleń wyrwał go dźwięk kroków, stawianych na drewnianych stopniach. Odwrócił się, a widok, który ujrzał, sprawił, iż poczuł się jeszcze gorzej niż przed momentem. Jego dziewczyna, bo niewątpliwie do tego momentu nią była, ze łzami w oczach spoglądała na niego i jego obitą twarz. Doskonale wiedziała, co się stało, wiedziała także, dlaczego Marco tak zareagował.
Ściągnęła wiszącą na wieszaku bluzę, i chwyciła za klamkę. Jednak nie mogła wyjść tak bez wyjaśnień.
- Wciąż ją kochasz, a ja nie zamierzam być Twoją nagrodą pocieszenia - z trudem wydukała i wyszła z mieszkania. 

***

- Marco, stój! - wybiegła za wsiadającym do samochodu Reusem. Zauważywszy dziewczynę wyszedł z auta i oparł głowę o drzwi swojego pojazdu. - Uspokój się, nie możesz w takim stanie jechać.
Podeszła do niego, kładąc mu rękę na ramieniu. Nie chciała, by coś mu się stało, chociaż sama czuła, iż ledwo stoi na nogach. Kochała Mario, a świadomość, że jej uczucie może być nieodwzajemnione, rozrywało ją od środka.
- On mi zniszczył życie - odwrócił się w jej stronę, patrząc swoimi smutnymi oczyma. - On mi ją zabrał - dodał łamiącym głosem. Już nie był wściekły, teraz górę wzięła rozpacz.
Alana zrozumiała, ile Viktoria dla niego znaczy. Jak bardzo cierpi, gdy nie ma jej przy nim. Czuła dokładnie to samo, lecz w tym momencie chciała pomóc Reusowi.
- Chodź, jedziemy stąd - złapał ją za rękę i spojrzał prosto w oczy. Nikt się nie mylił, była zabójczo podobna do Milewskiej. Dlatego właśnie Gotze ją wybrał. Nie miał, co do tego wątpliwości. - Nie zostawię Cię tu - dodał, i wsiadł do auta. Młoda Niemka zrobiła to samo, i oboje ruszyli w kierunku mieszkania blondyna. Tacy sami, tak samo zranieni.

niedziela, 2 lutego 2014

5. Naj­częstszy ludzki błąd - nie prze­widzieć burzy w piękny czas.

Weszła do mieszkania, po cichu zamykając drzwi. Rozglądnęła się dookoła, lecz nie zauważyła właściciela, a tylko usłyszała odgłos uderzenia kropel wody pod prysznicem. Ściągnęła subtelny, czarny sweterek i skierowała się w stronę salonu. Usiadła na podłodze, opierając głowę o kanapę i wyczekując na swojego ukochanego, który wyszedł z łazienki, owinięty ręcznikiem. Ze zdziwieniem spojrzał na zmartwioną minę dziewczyny, która nie uraczyła go nawet spojrzeniem. Usiadł obok i z pytającym wzrokiem, ilustrował jej zachowanie.
- Czasami się zastanawiam... - zaczęła, nie odrywając wzroku od ściany. - Viktoria dalej dla Ciebie coś znaczy, prawda?
- Nie, skąd to pytanie? - od razu zaprzeczył, nerwowo przeczesując mokre włosy.
Serce zabiło mu szybciej, a w głowie zaczęło mnożyć się wiele pytań - bez odpowiedzi. 
- Mario, myślisz, że nie widzę, co się dzieje? - odwróciła głowę w jego stronę. - Jak na nią patrzysz? Poza tym, dlaczego mi nie powiedziałeś, że byliście ze sobą?
Wbił wzrok w podłogę. Zupełnie nie wiedział, co odpowiedzieć. Myślał, że nie dowie się o jego przeszłości, która niewątpliwie mogła wpłynąć na ich relacje.
- Bo to nieistotne? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Nie chcę wracać to tych wspomnień. Właściwie, my nie byliśmy razem. Ciężko zdefiniować tę relację.
- Co nie zmienia faktu, że ją kochałeś. I dlatego wyjechałeś do Monachium, gdzie poznałeś mnie - stwierdziła, nie pytając. Ona wiedziała, jak ciężko się odkochać. W rzeczywistości przeżyła podobne wydarzenia, co 20-latek. Więc dlaczego zadręcza go pytaniami, chociaż sama wiedziała, jak to boli? - Jestem tylko Twoją nagrodą pocieszenia?
Zabolało go. Bolały te słowa, bolało go, że może myśleć w taki sposób. Wszystko doprowadzało go do jeszcze większego przeświadczenia, iż rani swoich najbliższych, oczywiście nieumyślnie.
- Kochanie, ile razy mam powtarzać, że nie liczy się dla mnie to, co było w Dortmundzie - odparł, obejmując ją, ciągle wilgotnym, ramieniem. - Chcę żyć dalej, żyć z Tobą, rozumiesz? - zwrócił się do niej, a uśmiech, który zagościł na jej twarzy, uświadomił go, że zrozumiała wypowiedziane słowa; ale czy On to pojmował?

***

Delikatnie pchnęła szklane drzwi, które prowadziły na taras. Zważywszy na dość późną porę, zderzyła się z chłodnym, aczkolwiek przyjemnym, chłodem. Niebo było spowite niewielkimi, rozszarpanymi chmurami. Dokładnie tak jak jej serce. Usiadła na jednym ze stopni i oparła się o jeden z filarów. Wyszła z mieszkania Reusa kilka godzin temu, lecz wciąż nie mogła uwierzyć, ale także pojąć tego co się wydarzyło. Nigdy w swoim życiu rozstanie nie bolało ją tak bardzo, chociaż wrażenie może być całkiem inne. Przecież jej były chłopak zdradził ją z jej najlepszą przyjaciółką? Jednak wtedy liczyła się z tym, że ich związek nie będzie wieczny. Oboje byli dziećmi, nastolatkami, którzy chcieli żyć beztrosko, od imprezy do imprezy. Teraz miało być inaczej. Mieli spędzić ze sobą całe życie, razem się wspierając. Rzeczywistość okazała się jednak brutalniejsza niż zakładała przedtem.
Z zamyśleń wyrwał ją donośny głos jej brata oraz śmiech taty, jednak nie zrobiło na niej to większego wrażenia. Nadal pusto spoglądała na horyzont i drżąc - z zimna oraz emocji, które wciąż nie opadły.
- Wszystko wyszłoby fajnie, gdyby ten idiota nie wstał. Byś to widział, nie mogliśmy ze śmiechu, mówię Ci - żywie opowiadał Alan, otwierając drzwi i zanosząc się śmiechem.
- Synek, czasami się zastanawiam, czy Ty i Twoi koledzy jesteście tacy głupi, czy tylko udajecie - skomentował 46-latek.
W przedpokoju, łączącym się z obszernym salonem, rozbrzmiał dzwonek telefonu. Młody chłopak pośpiesznie wyciągnął urządzenie z kieszeni, a na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. 
- Dzięki - zwrócił się do swojego ojca. - Lecę na górę, bo mnie Lisa... - wskazał na dzwoniący telefon i pobiegł na górę, by w spokoju porozmawiać ze swoją dziewczyną.
Trener czarno-żółtych odłożył na miejsce swoje dokumenty i pokierował się w kierunku kuchni. Jednakże, nie dotarł tam. Wzrok przykuł widok szczupłej osóbki, skulonej na tarasie, podziwiającej zachodzące słońce. Rzucił klubową bluzę na kanapę i podszedł do swojej córki. W głębi duszy zaintrygował ją widok 20-latki, ale także zaniepokoił. Odwróciła wzrok w jego stronę, a pełne żalu oczy, utwierdziły go w przekonaniu, iż w życiu młodej kobiety musiało się coś wydarzyć. Uśmiechnął się, czekając, aż dziewczyna odwzajemni gest - nieskutecznie.
Spuściła głową, pozwalając długim włosom zakryć twarz, na którym wciąż malował się ból. Prosiła samą siebie, by nie zacząć płakać, ale przenikliwy wzrok 46-latka, skutecznie to uniemożliwiał.
- Kochanie, coś się stało? - zapytał po chwili męczącej ciszy. 20-latka zacisnęła wargi, a w jej oczach zagościły łzy. - Pokłóciłaś się z Marco? - Niezawodna intuicja. Dla Viktorii: Pieprzona niezawodna intuicja. Nie była w stanie o tym myśleć, a co dopiero mówić. Jednak czuła, że to jest odpowiedni moment, nie może tego ukrywać w nieskończoność.
Podniosła głowę i spojrzała przed siebie. To było tylko kilka słów, jednak przez jej głowę przeszło również kilka kłamstw, które mogłyby być lepszym rozwiązaniem niż prawda. Bo przecież prawda nie zawsze jest najlepsza.
Pokręciła głową i, biorąc głęboki oddech, wydukała: - Rozstaliśmy się.

***

- Wiedziałem, że tak będzie! - krzyknął, uderzając dłonią w stół tak mocno, że owy odgłos rozniósł się po mieszkaniu Turka. Młody mężczyzna gwałtownie wstał i nerwowo chodził po pokoju.
- Uspokój się, to nic nie zmieni.
Sahin chciał złagodzić sytuacje, chociaż sam nie był oazą spokoju. Po raz kolejny przeżywał praktycznie to samo, dlatego wiedział, że impulsywne działanie nie jest najlepsze. Proszącym wzrokiem starał się zmusić Alana do opanowania emocji, jednakże to nie przynosiło oczekiwanych skutków.
- Nie będę stał i przyglądał się, jak moja siostra płacze przez tego idiotę! - krzyknął po raz kolejny.
Wziął leżącą na komodzie czerwoną bluzę i zarzucił na ramię. Obdarzył pomocnika Dortmundu chłodnym spojrzeniem i ruszył w stronę drzwi. Sahin poderwał się z kanapy. Nie sądził, żeby rozmowa z Marco była najlepszym rozwiązaniem. Zdawał sobie sprawę, iż blondyn cierpi nie mniej niż Viktoria.
- Daj spokój! - zagrodził mu drogę. - Dla Marco jest tak samo ciężko. Zrozum, oni potrzebują czasu. Oboje.

***

Siedziała na parapecie swojego pokoju, zaszywając się w ciemnościach, po rozmowie z tatą. Wciąż rozmyślała, chociaż bardziej były to puste myśli, bez głębszego przesłania. Bo jakież ono miało by być? Dla niej świat się skończył. Przynajmniej tak się wydawało.
Zsunęła się z niewygodnego miejsca, które zajmowała od dłuższego czasu. W pokoju panowała ciemność, jedynie uliczne latarnie dostarczały trochę światła. Podeszła do komody i delikatnie pociągnęła za sznurek, wypełniając pomieszczenie przyjemną jasnością. Subtelnie przejechała palcem po drewnianej powierzchni tak, jakby czas miał się zatrzymać. Ale się nie zatrzymał. Biegł dalej, nie oszczędzając nikogo.
Wzięła do ręki ramkę z jednym ze zdjęć. Na owej półce było ich kilka, gdyż uwielbiała je przeglądać, jednak to było wyjątkowe. Uśmiechnęła się delikatnie na wspomnienie z tamtej nocy.

dwa miesiące wcześniej...
Przechadzali się piękną, chorwacką promenadą, podziwiając zachodzące słońce. Fale uderzały o brzeg, a chłodny wiatr okalał ich twarze.
- Chodź, zrobię Ci zdjęcie - zarządził Reus, wyciągając z kieszeni spodni telefon. Viktoria zaśmiała się, i wyrywając mu urządzenie, pobiegła do pary staruszków. Uprzejmie zwracając się w języku angielskim poprosiła o zrobienie fotografii, chociaż nie była pewna, czy owa para zrozumiała cokolwiek. Serdecznie uśmiechnęli się, co jedynie oznaczało zgodę.
- Co się patrzysz? Uśmiechnij się! - Marco roześmiał się i objął 20-latkę. To był jeden z momentów, które będzie pamiętał do końca życia.
Sympatyczna para oddała właścicielowi telefon i rzekła: - Szczęścia! - w języku chorwackim.


Odłożyła zdjęcie szkłem do dołu. Zbyt wiele kosztowało ją patrzenie na ową fotografię. Na dwójkę zakochanych w sobie ludzi, roześmianych, cieszących się życiem. A przecież nie było to tak dawno, jednakże zbyt wiele się zmieniło, by wciąż było tak samo.
Odgarnęła długie włosy ze swojego karku, delikatnie się pochylając. Rozpięła zapięcie od naszyjnika, którego nie ściągała od kilku miesięcy. Złota, subtelna literka M, która nieprzerwanie zdobiła jej szyję, zbyt wiele jej przypominała. Ścisnęła ją w dłoni, a następnie odłożyła obok leżącego zdjęcia, i niepostrzeżenie wyszła z pokoju.


***

- Co Ty tu robisz? - wydukał zaskoczony Alan. Reus, nie zważając na przyjaciela, wszedł do mieszkania.
- Jest Viktoria? - zapytał ledwie panując nad emocjami. Nie mógł siedzieć bezczynnie w domu, rozmyślając o swoich błędach i godząc się z rzeczywistością.
- Jesteś pierdolonym idiotą, nie potrzebnie się fatygowałeś, z pewnością nie chce Cię widzieć - odparł, stojąc twarzą w twarz z dortmundzkim pomocnikiem. Oboje byli dorosłymi mężczyznami, więc mocne słowa nie robiły na nich wielkiego wrażenia.
Reus pokręcił głową, wykazując swoje zlekceważenie dla słów przyjaciela, i pobiegł na górę. Zatrzymał się przed samymi drzwiami. Bał się tego spotkania. Bał się, tego co zastanie. Powoli otworzył drzwi, przyzwyczajając oczy do ciemności. Wszedł do pomieszczenia, w którym był wiele razy, lecz nigdy nie w takich okolicznościach. Ale tam nikogo nie było. Zastał tylko naszyjnik, który podarował jej kilka miesięcy temu. Obok leżało zdjęcie, które z wielkim żalem podniósł, by następnie cisnąć nim o komodę, sprawiając ze szkło pękło. Tak samo jak jego serce. Wyszedł. Zastanawiając się, czy kiedykolwiek wróci.

***

Nie zważając na nikogo wyszła z domu. Szła ciemnymi uliczkami, w uprzednio wyznaczonym celu. Była świadoma, że robi źle, że pogarsza tylko swoją sytuacje, że pakuje się w kolejne kłopoty. Ale przecież wciąż nic się nie nauczyła. Dalej popełniała te same błędy, dalej tak samo cierpiała i dalej nie wyciągała żadnych wniosków.
Weszła po schodach i stanęła przed drzwiami. Nacisnęła dzwonek i ze spuszczoną głową oczekiwała gospodarza. Słyszała kroki, a następnie dźwięk zamka.
- Miki? - zapytał ze zdziwieniem w głosie. Była ostatnią osobą, której się spodziewał. Od kilku godzin rozmyślał o niej, o jej słowach, o tym jak bardzo go nienawidzi.
- Jesteś sam? - podniosła wzrok, a do jej oczy znów napłynęły łzy. Pomocnik Bayernu Monachium, wciąż nieświadomy, przytaknął głową. Złapał ją za rękę, której o dziwo nie zabrała, i zamknął drzwi. Dziewczyna rozpłakała się i wtuliła w piłkarza, który w pierwszej chwili nie wiedział, jak się zachować, jednakże objął ją mocno, tak jakby miało to wyleczyć jej złamane serce. A co z jego sercem, które przy niej znów biło jak oszalałe? Oboje byli pełni sprzeczności, która prowadziła do jeszcze większych problemów, o czym przekonają się sami... Ale człowiek uczy się na błędach, tak?

czwartek, 26 grudnia 2013

4. Tak dużo jest błędów, a tak mało jest mostów.

Stał w korytarzu, oczekując na po raz kolejny spóźnionego Marco. Od dłuższego czasu nie poznawał Reusa, właściwie oboje nie poznawali - Viktoria również. Zamknął się w sobie, nie chcąc z nikim rozmawiać, gdziekolwiek wychodzić. 
- Musimy porozmawiać - poczuł rękę na swoim ramieniu.
Bez odwracania wiedziałby do kogo należy ten głos. Ten głos, z którym miał styczność przez wiele lat. Ten głos, który w obecnej chwili irytuje go aż nader.
- O czym? - zapytał Turek, nie wiedząc o kim chce porozmawiać były zawodnik Borussii. Prawdę mówiąc, Sahin nie miał ochoty na żadne konwersacje z 20-latkiem, gdyż każda kończyła się kłótnią.
- O Viktorii - opowiedział prosto z mostu, stojąc z dortmundzkim pomocnikiem twarzą w twarz.
- Mówiłem Ci już, daj jej spokój! - podniósł głos. - Ona jest szczęśliwa. Z Marco - akcentował imię swojego przyjaciela, lecz nie był pewny swoich słów. Miał wrażenie, że dziewczyna o wszystkim dowie się, szybciej niż myślą. Nie wiedział jeszcze, że nastąpi to aż tak szybko.
- Chyba była - odparł kpiąco, co wywołało w 23-latku jeszcze większą falę złości. Co On sobie wyobraża? Po tym wszystkim ma czelność mieszać się w sprawy Milewskiej? - Długo ją oszukujecie? Długo ją oszukujesz razem z Marco?
- O co Ci chodzi?
Udawał, że nie wie. Jednak miał świadomość, że kolejna osoba, poznała prawdę. Osoba, która nie powinna, wraz z Viktorią, jej poznać. - Chyba coś Ci się pomyliło.
- Wystarczyło pokojarzyć fakty. Chcę tylko wiedzieć jedno: to prawda? Marco zdradził Viktorię? - Sahina aż ścisnęło, słysząc słowa swojego byłego kolegi. Nie miał już wątpliwości. Wiedział o wszystkim, a najgorsze, że nie bał się o tym mówić.
- Nie twoja sprawa. Nie mieszaj się to tego - odwrócił się na pięcie i chciał odejść, lecz gracz Bayernu uniemożliwił mu to i zmusił dalszej konwersacji.
- Mylisz się - pociągnął go za ramię. Sahin wywrócił oczami na znak irytacji. - Zdradził ją?
Milczał, nie chcąc pogorszyć sytuacji. Milczał, chociaż wiedział, że jego milczenie nic nie da. On był tylko pionkiem, który chciał chronić swoją przyjaciółkę. Gra się toczy, jego udział jest więc zbyteczny.
- Głuchy jesteś, zdradził ją? Wiem, że był z nią tej nocy! - wykrzyczał.
Sytuacja była na granicy. Obaj nie panowali na swoimi emocjami. Kilka sekund, a mogłoby dojść do rękoczynów. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Los chciał inaczej. Chciał, żeby ona dowiedziała się wszystkiego, całej prawdy, która zrani ją jak jeszcze nic.
Obydwoje, niczym rażeni piorunem, odwrócili się w kierunku drzwi, w których stała Milewska. Co czuła w tej chwili? A co może czuć człowiek, któremu w jednej chwili zawaliło się życie?
Nie oczekiwała wyjaśnień, nie powiedziała ani jednego słowa. Odwróciła się i, chwytając za klamkę, wybiegła z pomieszczenia.
- Viktoria! - Gotze zareagował pierwszy i ruszył w pogoń za dziewczyną. - Viktoria, zaczekaj.
Dogonił ją dopiero na klubowym parkingu. Jej długie, rozwiane, ciemno brązowe włosy opadały na mokre i czerwone policzki. Złapał ją za rękę i odwrócił w swoją stronę, a widok jej zapłakanej twarzy uświadomił go, jak wielki popełnił błąd.
- Puść mnie! - energicznie zabrała swoją dłoń, lecz nie uciekła. Stała przed nim, wpatrując się w jego oczy. - Nie wierzę Ci. Rozumiesz? Nie wierze Ci! - wykrzyczała mu prosto w twarz, nie zważając na fakt, iż ktoś może obserwować całą sytuację.
- Dlaczego po raz kolejny niszczysz mi życie? Dlaczego nie pozwolisz mi być szczęśliwą? Nienawidzę Cię!
Wybiegła, a on już jej nie zatrzymywał. Cholernie zabolały go jej słowa. Przecież w głębi duszy wciąż ją kochał, chciał ją mieć tylko dla siebie.
- Cieszysz się? - wycedził przez zęby Sahin. - Osiągnąłeś cel, dla którego tu przyjechałeś.

***

Szła ulicami Dortmundu, kierując się w stronę mieszkania blondyna. Powoli starała się ogarnąć myśli, uspokoić oddech i przestać ronić łzy. Nie wierzyła Gotzemu, tak cholernie mu nie wierzyła. Przecież on nie mógł jej tego zrobić. Kochał ją, naprawdę kochał, a ona kochała go. Więc czemu to wszystko miałoby legnąć w gruzach?
Delikatnie weszła do mieszkania Marco, który na jej widok poderwał się z kanapy. Odsunęła się dwa kroki do tyłu, a on ze zdziwioną miną dokładnie ilustrował ją wzrokiem.
- To wszystko prawda? - zapytała drżącym głosem. Chciała być silna, nie chciała płakać, lecz milczenie chłopaka coraz bardziej utwierdzało ją w przekonaniu, iż 21-latek miał rację. - Słyszysz mnie? - dalej milczał, choć chciał wykrzyczeć, że się myli, że to mija się z rzeczywistością.
- To prawda? - spuścił głowę i oparł się o ścianę. Wszystko już było jasne.
Wbiła wzrok w podłogę, a z jej oczu popłynął potok łez, których już nie umiała opanować. Czuła się tak, jakby straciła grunt pod nogami. Jakby świat stanął, a ona przyglądała się wszystkiemu, z bezsilnością patrząc na obrót wydarzeń. - Jak mogłeś? - wyszeptała. - Jak mogłeś mi to zrobić?
- Viktoria, proszę, daj mi to wytłumaczyć... - zaczął równie cicho jak ona.
- Nie - przerwała mu, podnosząc wzrok z podłogi. - Cały czas mnie okłamywałeś. Wszystko, wszystko co było między nami to jedno wielkie kłamstwo - stopniowo podnosiła głos, gdy złość zaczęła przeważać nad rozpaczą. 
- Nie mów tak!
Przybliżył się do dziewczyny, chcąc ją złapać za rękę, lecz ona po raz kolejny się odsunęła, jednocześnie zderzając się ze ścianą.
- Viktoria, nawet jeśli to prawda, dla mnie nie ma to żadnego znaczenia. Kocham Cię i nie umiem funkcjonować bez ciebie - odgarnął jej potargane włosy, które przykleiły się do mokrych od łez policzków. Łzy, będące jego winą i zarazem karą, bo nie ma nic gorszego od łez osoby, którą kocha się najbardziej na świecie. - Nie możesz mnie zostawić, proszę Cię.
Odtrąciła blondyna i znów spuściła głowę, chcąc ukryć swoje łzy. Nienawidziła płakać, nie chciała tego. Litości, współczucia. Miała być silna, miała byś skałą, której już nikt nie ruszy, a po raz kolejny okazywała swoje słabości. 
- Nie wybaczę Ci.
Na te słowa mimowolnie zacisnął wargi i zamknął oczy, w których kącikach zbierały się łzy. Było jasne, że ją stracił. Czyli stracił cały swój świat. Cel życia, wszystko to, dla czego z uśmiechem wstawał z łóżka, leciał na trening, a potem wracał do domu, wiedząc, że ona na niego czeka. Świadomość, że sam to tego doprowadził, doprowadzała go do jeszcze większej rozpaczy.
- To znaczy koniec? - odezwał się łamliwym głosem.
Odwróciła się na pięcie, by nie patrzeć na chłopaka. Raniła go, raniła go swoim zachowaniem. Ale przecież on na to zasługiwał. Mimo to kochała go, dlatego nie mogła znieść widoku.
- W takim razie, nie było nawet początku - odparła już całkiem się spokojnie i opuściła mieszkanie, zostawiając miłość swojego życia.

sobota, 30 listopada 2013

3. Zła prawda i dobre kłamstwa.

Niedziela w życiu zawodników jest jedynym dniem w tygodniu, w którym mogą odpocząć od piłki i spraw z nią związanych. Zero wywiadów, zero spotkań, zero treningów. Mimo, iż bycie piłkarzem jest szczytem marzeń ich wszystkich, monotonia życia czasami może być przytłaczająca. Bo kogo nie dopada?
Leżeli w mieszkaniu blondyna, rozkoszując się swoją obecnością. Każda chwila, którą mogli spędzić razem była dla nich czymś wyjątkowym. Marco, jak piłkarz, miał multum obowiązków, Viktoria na nudę również narzekać nie mogła.
Scena do złudzenia przypominała sceny z tandetnych, amerykańskich romansów. Jednak jeden z bohaterów miał na głowie nie mały problem. Za wszelką cenę chciał poznać przebieg całego wieczoru, jednak pamiętał tylko urywki, które nic mu nie dawały. Zamiast odpowiedzi, dostawał kolejne pytania.
- Nad czym myślisz? - na ziemię sprowadził go głos ukochanej, którą czule obejmował ramieniem.
- Nad życiem - odparł, dalej tępo wpatrując się w ścianę. Przytłaczała go ta sytuacja, z której nie miał pojęcia, jak wybrnąć. - Zastanawiam się nad przeszłością.
- Chcesz do tego wracać? Sam wiesz, że nie była kolorowa. Przynajmniej w moim przypadku.
Nienawidziła wracać do tego, co było. Samo wspomnienie było dla niej traumatyczne. Wszystkie zawody, które przeżyła, dalej ciążyły w jakiś sposób na jej sercu. 
- Mogę zadać Ci pytanie? - dziewczyna, nie odrywając się od blondyna, skinęła głową. - Kochałaś Mario?
Uwolniła się z objęć, usiadła na łóżku i spojrzała na chłopaka w taki sposób, że uświadomił sobie, iż nie było to najlepsze pytanie.
- Po co pytasz?
Nie otrzymała odpowiedzi, ani nawet spojrzenia.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - spytała po raz kolejny. - Kiedyś tak - odwrócił wzrok w jej kierunku, a uczucie, które temu towarzyszyło było co najmniej niemiłe. - Teraz, nie wiem. Może. Nie wiem - jej głos się załamał, powrót do przeszłości dalej bardzo dużo ją kosztował.
- Myślałem, że wszystko sobie wyjaśniliście.
- Marco, zrozum. Naprawdę tak ciężko to dostrzec? To była chora relacja, konflikt interesów. Byłam tylko jego zabawką - piłkarz złapał ją za rękę i przyciągnął do sobie.
- Przepraszam, nie powinienem pytać - skruszył się. Chciał dowiedzieć się czegoś więcej. Czegoś, co pomogłoby mu w obecnej sytuacji, ale otrzymał tylko więcej niewiadomych oraz świadomość, jak bardzo delikatna jest dziewczyna, która leżała na jego piersi, a on subtelnie głaskał jej aksamitne włosy. Tego co wydarzyło się kilka nocy temu, nie mógł zostawić. Musiał jak najszybciej spotkać się z drugą zainteresowaną sobą - Carolin.

***

Siedzieli po turecku na kanapie w mieszkaniu 23-letniego piłkarza, tak jak za dawnych czasów. Co chwila wybuchając śmiechem, czy wymieniając uśmiechy. Sahin był w wyśmienitym humorze, podobnie jak Viktoria. W ich życiu, po problemach, które ich nękały, nastał spokojny czas. Nuri wraz z Borussią wygrywał mecz za meczem, Viktoria natomiast studiowała na uniwersytecie, oczywiście tu, w Dortmundzie. 
- Będę się zbierać, muszę się pouczyć - oznajmiła, spoglądając na małego Omera, który cichutko bawił się na dywanie. 
- A właśnie. Jak twoje studia? Serio chcesz być dziennikarzem? - zapytał, poprawiając swoją pozycję, gdyż od kilku godzin siedział w bezruchu. - Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić - zaśmiał się. 
- No weź - zrobiła smutną minę, lecz po chwili również obdarzyła przyjaciela uśmiechem. - Nie wiem, czy tego chcę. Jestem tam w dużej części przez tatę - wyjaśniła. - Teraz pewnie też ze względu na Ciebie i Marco. Przynajmniej tak to odbierają inni. 
- Oh, Miki. Przestań to tak odbierać. Za kilka lat zrobisz taki wywiad, że wszyscy poznają się na twoim talencie - uśmiechnął się, tak jakby chciał dodać otuchy swojej przyjaciółce. 
- Wywiad z Tobą, nie mylę się? 
- Nikt nie jest bardziej interesujący niż ja - żartował dalej. 
- "Nuri Sahin - wybitny człowiek, czy irytujący dureń", pasuje?
Droczenie się ze sobą nawzajem było już ich tradycją. Można by rzec, że tak okazywali swoje uczucia? Trochę za dużo powiedziane, jednak znajduje się w tym szczypta prawdy.
- A może "pikantne ciekawostki z życia najgorętszej pary w Niemczech"? - odgryzł się. 
- No już nie przesadzaj - spoważniała. - Tak pikantnie to nie jest - dodała z uśmiechem. Nuri udał, iż jest bardzo zdziwiony odpowiedzią dziewczyny i odparł:
- Serio? Marco mówił co innego... - Viktoria uniosła jedną brew i z zaskoczeniem wpatrywała się w zawodnika BVB, który wybuchł śmiechem i stwierdził, że 20-latka nie zna się na żartach.
- Idiota! - skwitowała.

***

Chwilę po wyjściu Viktorii, w domu Sahina po raz kolejny rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Tym razem była to Emily - była żona oraz mama Omera. Po wszystkich zawirowaniach, pomocnik Borussii Dortmund doszedł do wniosku, iż każdy zasługuje na drugą szansę, nawet Ona. Chciał to zrobić, nie ze względu na niego, tylko jego małego synka, którego kochał najbardziej na świecie.
Zaprosił brunetkę do kuchni, a następnie postawił przed kobietą dwa, parujące kubki z aromatyczną kawą.
Gdyby Viktoria była na miejscu Sahina, z pewnością stwierdziłaby, że to wszystko jest po prostu popieprzone. Jednakże Nuri uważał inaczej. Może dlatego, iż był kilka lat starszy, bardziej doświadczony, albo posiadał inny charakter? Nie jest to istotne. Sahin sądził, że jego relacja z byłą żoną zmierza ku lepszemu, więc wszystko jest na drodze do normalności. Normalność to pojęcie względne, lecz pomocnik dumy Wesfalii nie chciał odbudowywać ich związku, chciał tylko szczęścia jego syna. To było najważniejsze.
- Mogłabyś się zająć małym we wtorek? - przerwał ciszę, panującą między ową dwójką. - Ja mam do nocy trening, a już Viktorii nie chciałbym ciągać, praktycznie to ona zajmuje się Omerem - wyjaśnił.
Emily zaświeciła się lampka. Kilka razy słyszała o nowej cioci swojego synka, jednak nie miała głowy, by zagłębiać się w tym. Poczuła się nieswojo, tak jakby ktoś zajął jej miejsce u boku Nuriego oraz malca.
- Kim jest Viktoria? - zapytała prosto z mostu.
- Myślałem, że się poznaliście. Wychodziła chwilę przed Tobą.
Faktycznie, widziała dziewczynę, która wychodziła z mieszkania Turka, jednak ani przez myśl jej nie przeszło, iż może być to owa ciocia, o której wspominał Omer.
- Jesteś z nią szczęśliwy? - 23-latek mało co nie spadł z krzesła, na którym siedział.
- Słucham? Ty nie sądzisz, że ja i Viktoria...że my? - widząc zakłopotanie kobiety, po prostu się roześmiał, na samą myśl, że mogło jej się wydawać, iż tę dwójkę łączy coś więcej niż przyjaźń, nie mógł powstrzymać się od śmiechu. - Viktoria to moja przyjaciółka, tylko przyjaciółka. Poza tym to dziewczyna Marco.
- Marco? Wiesz myślałam, że dziewczyna... a zresztą nieważne - urwała, jednak brunet swoim spojrzeniem nakazał jej kontynuować swój wywód. - Myślałam, że jest blondynką.
Zaniepokoił się, poważnie się zaniepokoił, na co wskazywała jego mina.
- Widziałaś go gdzieś?
- Dzisiaj, ale to chyba tylko jego koleżanka - zacisnął wargi, by opanować swoja wściekłość. Wiedział, że coś jest na rzeczy, Sahin się nie myli. - Nuri, naprawdę, nie masz o co się niepokoić - nie posłuchał jej. Wstał od stołu, wziął kluczyki od swojego samochodu i pierwszą lepszą bluzę i wyszedł, rzucając, żeby Emily zajęła się maluchem, podczas gdy on pragnął załatwić pewną sprawę zaraz po treningu, który go czekał.
- Nie wiedziałem, że Mario jest blondynką, pieprzony oszuście - powiedział do siebie i ruszył w kierunku garażu.


***

Trening powoli dobiegał końca. Blondyn, któremu od początku dnia wyjątkowo nie dopisywał humor, ledwo panował nad swoimi emocjami. Był wściekły na siebie, na to wszystko do czego doprowadził, a rozmowa z jego ex-dziewczyną uświadomiła go jeszcze bardziej jaki głupi jest Marco Reus. W dniu dzisiejszym jego nerwowe zachowanie potęgował fakt niż nic mu nie wychodziło. Nawet najprostsze podanie, najłatwiejsza pozycja do oddania strzału, kończyła się fiaskiem, co doprowadzało młodego Niemca do obłędu.
- Marco! - krzyknął trener zza linii końcowej, gdzie się znajdował, obserwując poczynania swoich podopiecznych. - Chodź tu na chwilę - piłkarz spełnił prośbę szkoleniowca i z założonymi rękami i tęgą miną zjawił się obok 46-latka. 
- Co Ty dzisiaj wyczyniasz? Marco, tyle szans nie będziesz miał w meczu, musisz coś wykorzystać!
Reus wściekł się jeszcze bardziej, co było nie w jego stylu, gdyż zwykle był w świetnym humorze.
- Mam wszystkiego dość! - rzucił i, kopiąc leżący obok bidon z wodą, zszedł z murawy, a następnie udał się do szatnii. - Wszystko się pierdoli... - dodał po cichu. - Wszystko.

***

Siedzieli w kawiarni, która znajdowała się na jednym z pięter stadionu. Można było podziwiać stąd piękną panoramę Dortmundu, w tym Westfalenpark, który o tej porze roku przyciągał mnóstwo ludzi. 
Oszklona ściana, biało-szare kanapy oraz zieleń sprawiały, iż to miejsce było dość chłodne. Jednakże w tym momencie siedzącą na przeciwko siebie dwójkę, to najmniej interesowało. 
- Co u Ciebie słychać? - przerwał ciągnącą się i dość nieprzyjemną ciszę. 
Kiedyś było inaczej, kiedyś ta dwójka nie mogła przestać mówić. Ciągle się spierali, droczyli, a nawet kłócili. Jednak nigdy nie milczeli. 
- W porządku - odpowiedziała, nie odrywając wzroku od blatu stolika. Wyglądała trochę jak dziecko, które rodzice zmusili na spotkanie z osobami, za którymi nie przepadała. - A jak u Ciebie, tam... w Monachium? 
- Na początku było ciężko, ale teraz coraz lepiej. Przyzwyczajam się to tego wszystkiego.
Było jej cholernie źle, z tym co się stało. Minęło kilka miesięcy, jednak uczucie, które dopadało ją prawie każdego wieczoru, było ciężkie do zniesienia. 
Odwróciła głowę w kierunku szyby, przez którą widać było większą cześć Dortmundu i rzekła: 
- To moja wina. Minęło tyle czasu, a ja dalej myślę, że to, co się wydarzyło, było jednym wielkim błędem - wyjaśniła i po raz pierwszy od dłuższego czasu uraczyła bruneta swoim spojrzeniem. Spojrzeniem pełnym winy i żalu. - Chcę zapomnieć, ale zarówno moje, jak i twoje wysiłki są daremne. Nie mylę się, prawda? 
- Dlaczego mam zapominać, o tym co było najlepsze w moim życiu? 
Opuszkami swoich palców, dotknął jej dłoni w taki sposób, że po jej ciele przeszedł jakby prąd, a oczy zaszkliły się w znaczący sposób. Nie potrafiła wypowiedzieć ani jednego słowa, tylko wpatrywała się w piwne oczy bruneta.
- Mario... - zaczęła drżącym głosem, lecz 20-latek od razu jej przerwał.
- Nie boję się o tym mówić.
Dalej spoglądał się tak przenikliwie, że dziewczyna miała wrażenie, iż wszystko co myśli ma wypisane w swoich oczach. Zaskoczył ją. Bardzo zaskoczył.
Owa sytuacja trwała zaledwie kilka sekund, jednak im wydawało się, jakby trwała wieczność. Wszystko przerwało wejście Marco wraz z Alaną, którzy ze zdziwieniem przyglądali się siedzącej dwójce. Dziewczyna pośpiesznie zabrała rękę i zbiła wzrok w ziemię, a Reus ze złością usiadł przy stole i schował twarz w dłoniach, nie wypowiadając ani jednego słowa.
Panująca cisza była nie do zniesienia, dlatego Alana postanowiła ją przerwać, rozpoczynając dywagację na temat kolejnego weekendu, być może ostatniego w Dortmundzie przed wylotem do Monachium.
- Nuri coś chce, zaraz wrócę - oznajmił, spoglądając w ekran swojego telefonu i udał się w kierunku szatni, dalej kipiąc złością.

***

 - Czego chcesz? - zapytał, wchodząc do szatni, w której czekał na niego równie zdenerwowany Sahin.
- Powinienem Ci wpieprzyć, wiesz? - jego słowa działały na blondyna jak płachta na byka, dlatego nie przebierał już w słowach, miał wszystkiego dość.
- Kurwa, o co Ci chodzi? Popierdoliło was wszystkich dzisiaj. Chcesz wiedzieć, bo za bardzo nie rozumiem?
- Wystarczy czasem użyć mózgu, Reus - zaakcentował jego nazwisko, a robił tak, gdy naprawdę był zły na swojego przyjaciela. - Co robiłeś w klubie, jak wyszliśmy? - wiedział od razu, o czym mówi. - Ogłuchłeś, dobrze wiesz, o czym mówię!
Wiedział, że ta sprawa, właśnie w tym momencie ujrzała światło dzienne. Jednak nie martwił się o to, że cienia prawdy dowiedział się Sahin, wiedział, że jemu również zależy na szczęściu Viktorii. Bał się o siebie i o to, czy będzie umiał żyć z wyrzutami sumienia, które powracały za każdym razem, gdy spoglądał na swoją dziewczynę.
Usiadł na ławce i starał się streścić wydarzenia owej nocy, co przychodziło mu z wielkim trudem.Widział zawód w oczach, widział, że on również nigdy nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.
- Co zamierzasz z tym zrobić? - zapytał.
- Zrobię wszystko, żeby nie dowiedziała się prawdy.
- Wiesz, że to będzie dużo kosztować?
- Wiem, ale to nieistotne. Nie mogę jej stracić.

***

- Zrobię wszystko, żeby nie dowiedziała się prawdy. 
- Wiem, ale to nieistotne. Nie mogę jej stracić.
Usłyszał, gdy przechodził obok lekko uchylonych drzwi. On wiedział, o kim jest mowa. I wiedział, że kolejną osobą, która dowie się tej prawdy, będzie On.

***

 - Co chciał Nuri? - zapytała, chcąc zmusić chłopaka do podjęcia jakiejkolwiek konwersacji. Dzisiaj był oschły i nieprzyjemny w stosunku do wszystkich, włącznie ze swoją ukochaną, którą stan, w jakim znajduje się chłopak, dziwił oraz martwił. Po prostu chciała mu pomóc, była jego dziewczyną.
- Nieważne - odburknął. Viktoria, która była charakterną osobą, nienawidziła takiego traktowania. 
- Marco! - podniosła głos. - O co chodzi? Od dłuższego czasu zachowujesz się co najmniej dziwnie.
- Po prostu jestem zmęczony.
- Oczywiście. Nie wysiliłeś się, Reus
- Możesz odpuścić, chociaż na chwilę? - zirytował się. Po raz kolejny w tym dniu.
- Jasne, nic tu po mnie - poderwała się z kanapy, na której siedzieli i ruszyła ku drzwiom, zostawiając zdezorientowanego chłopaka.
- Viktoria... - chciał ją zatrzymać, jednak jego próba okazała się daremna.
- Daj mi spokój! - i z trzaskiem opuściła mieszkanie blondyna. 

niedziela, 10 listopada 2013

2. Marco-netka.

Padający deszcz uderzał w parapety okien, a granatowe niebo co chwila rozbłyskało. Była to jedna z ostatnich letnich burz, która nawiedziła mieszkańców Dortmundu. Viktoria obudzona przez głośne grzmoty, wzięła do ręki wyświetlacz swojego telefonu, informujący ją, iż jest 3:45. Nakryła się kołdrą i z powrotem starała zasnąć. Nieskutecznie. Ponownie sięgnęła po swój telefon i usiadła na parapecie swojego okna, podziwiając deszczowy krajobraz Dortmundu.
- Obudziłam Cię? - zapytała cicho swojego ukochanego, obawiając się jego reakcji. 
- Nie, o tej porze normalni ludzie nie śpią - zaśmiał się. - Coś się stało? 
- Nic, po prostu nie mogę spać. Brakuje mi Ciebie - wyjaśniała, a rozmówca zaniemówił. Viktoria nie była wylewna, jeśli chodzi o wyrażanie swoich uczuć. 
- Poczekaj, pójdę tylko po swojego rumaka i zaraz będę - zażartował, gdyż nic lepszego nie przychodziło mu do głowy. W końcu była prawie 4 w nocy. 
Milewska nie odezwała się. Wystarczyło jej, że czuła jego obecność, nawet przez telefon. Więcej nie potrzebowała do szczęścia. 
- Idź spać, kochanie. Potem porozmawiamy - odezwał się po chwili. 
- No tak, zaraz ciężki mecz. Dobranoc. 
- Kocham Cię, dobranoc. 
Rozmowa skończona. 

***

Dzisiaj Borussia Dortmund rozgrywała arcyważny mecz z Bayerem Monachium. Nikt w mieście nie mówił o niczym innym, jak o tym spotkaniu. 
Viktoria wyszła wcześnie z domu, by odebrać wejściówki dla Alany i Mario, który po namowach dziewczyny zdecydował się na oglądanie zmagań obu klubów na stadionie. 
Weszła do sekretariatu i wzięła przysługujące jej bilety. Nie lubiła trybuny VIP. Każda dziewczyna idealnie ubrana, uczesana. A przecież mecz to nie pokaz mody? Zdecydowanie wolała Sudtribune, lecz ze względu na swoich przyjaciół, postanowiła im towarzyszyć. 
Zbliżała się upragniona przez wszystkich godzina rozpoczęcia spotkania. 20-latka ostatni raz chciała porozmawiać z Marco i tatą, który zaraz zamierzali udać się do szatni. 
- Masz to wygrać, rozumiesz? - uśmiechnęła się. 
- Musisz mnie zmotywować - Marco przyciągnął dziewczynę do siebie, lecz usłyszał za sobą donośne chrząknięcie. 
- Marco, do szatni - zaśmiał się trener. - Widzimy się po meczu - rzekł do córki i udał się za swoim piłkarzem. 

***

Była 60. minuta spotkania, a na tablicy wyników wciąż widniał wynik 0:0. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali goli. Nagle prawą stroną rozpędzony Kevin, rozpoczyna akcję. Wrzuca w pole karne. Gol? Nie? Jęk zawodu, a potem głośne gwizdy. Kuba Błaszczykowski leży na murawie, a na stadionie słychać wielką wrzawę. 
- No kurwa! - poderwała się 20-latka. - Karny! - sędzia jakby dyrygowany rozkazem dziewczyny, wskazuje na jedenasty metr, do którego podchodzi Marco. Minutę później świętuje zdobycie gola. 
- Niesprawiedliwe! - rzuciła Alana, która od dziecka była kibicem monachijskiej drużyny. Starała się zachowywać spokój, ale w obliczu zbliżającej się porażki, trudno jej to przychodziło. Mario za to siedział i starał się utrzymywać neutralność, by nie narazić się na kibiców obu zespołów. 
Sędzia zagwizdał po raz ostatni. Mecz się skończył, tym samym skończył się sen fanów Bayernu o 3 punktach wywiezionych z Dortmundu. 
Viktoria pożegnała się z przyjaciółmi i oznajmiła, że za godzinę spotkają się w okolicznym barze, by spędzić ze sobą trochę czasu. Dogadywała się z Alaną. Dziewczyna była bardzo sympatyczna i naturalna. Inaczej wyglądała jej relacja z Mario. Starali się zachowywać normalnie, jednak dało się wyczuć pewien dystans. Unikali dłuższych wymian słownych oraz kontaktu wzrokowego. 
- Byłeś niesamowity - wpadła w ramiona Reusa, który nie zamierzał jej wypuszczać, znieważając nawet na obecność większości drużyny. 
- Kochanie, chyba w to nie wątpiłaś - dodał w swoim stylu. 
- Tak, Marco - odezwał się Nuri. - W twoją wielką skromność i altruizm również. 
- Zostaw auto i spotkamy się pod stadionem. Umówiłam się z Alaną i Mario - oznajmiła i wyszła z szatni. 

*** 

Był bardzo szczęśliwy. W końcu w jego życiu odnalazł równowagę. Miał świetną dziewczynę, wspaniałych przyjaciół, wielki klub, a dzisiaj odniósł ważne zwycięstwo. 
Wyszedł ze stadionu i pokierował swoje kroki ku zapakowanemu autu, w którym zamierzał zostawić torbę, a następnie wrócić do przyjaciół i dalej świętować. Otworzył bagażnik swojego samochodu i usłyszał tupot kobiecych szpilek. Ze niezdziwieniem odwrócił się i wytężył wzrok, mając nadzieję, że się przewidział. Na marne. Jego oczom ukazała się ona. Jednak w zmienionej formie. W idealnie dopasowanej, czerwonej marynarce, czarnych, podkreślających długie nogi spodniach oraz wysokich szpilkach. Była ostatnią osobą, której się spodziewał. 
- Czego chcesz? - odezwał się, spoglądając jej prosto w oczy. - Wyraziłem się chyba jasno, nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego. 
- Naprawdę tak sądzisz? Naprawdę nie mamy nic wspólnego? - odezwała się. 
Nazywała się Carolin Went i była dawną dziewczyną blondyna. Rozstali się na kilka tygodni przed jego wyjazdem do Dortmundu. Nie mógł jej poznać. Nie była tą, w której kiedyś się zakochał. Teraz wydawała się zimna, dążąca do celu, nawet po trupach... 
- Czego chcesz? - powtórzył z jeszcze większą złością. Nie mógł jej wybaczyć, tego co zrobiła kiedyś. 
- Nie jesteś taki grzeczny, jak Cię przedstawiają, Reus. - zakpiła. Spojrzała na Marco i z uśmiechem na twarzy oznajmiła: - Rozstań się z Viktorią. 
- Słucham? Chyba się przesłyszałem. - nie wiedział, dlaczego znów się miesza w jego życie. Dlaczego po raz kolejny chce go zniszczyć - Ona jest najważniejszą osobą w moim życiu, w które nie masz prawa już ingerować. 
- Nie chcesz jej zranić, prawda? Marco, przemyśl to. Lepiej żeby nie dowiedziała się wszystkich szczegółów. Przynajmniej nie od innych. 
- O czym Ty mówisz?! - wykrzyczał w złości. 
-  Kto ma jej powiedzieć, że się ze mną przespałeś? Sam to zrobisz, czy może Ci pomóc? - zaniemówił. Nie docierało do niego, to co przed chwilą usłyszał. To niedorzeczność. Z grozą wpatrywał się w jej ironiczny wyraz twarzy, przypominając sobie wszystko, co wydarzyło się w klubie. Ona tam była. Była, z pewnością to ona. A potem? A potem wyszli z klubu. Oboje. Reszty można się domyślić. 
- Nie zrobisz tego - złapał ją za nadgarstek. W pewnym sensie chciał, aby się przestraszyła, żeby nie wyjawiła prawdy - nikomu. Jednak ona była zbyt pewna siebie, pewna celu, by odczuwać jakikolwiek strach. Wiedziała, że teraz Reus zatańczy tak, jak ona mu zagra. Sławna i bogata marionetka w jej rękach, była czymś wspaniały. 
- Jeszcze się przekonasz, kochanie - i odeszła.

niedziela, 3 listopada 2013

1. Wspólna przyszłość.

Sezon wkraczał w decydującą fazę. Zbliżały się dwa, ogromnie ważne spotkania - z Schalke 04 i Bayernem Monachium. Piłkarze Borussii nie oszczędzali się na treningach. Musieli zrealizować plany nakreślone przez trenera.
Viktoria z uśmiechem na twarzy weszła do centrum szkoleniowego na przedmieściach Dortmundu. Uwielbiała tam przychodzić. W końcu Borussia była nieodłączną częścią jej życia.
- Kochanie, widziałaś gdzieś może Kevina i Marco? - powitał ją, tata.
Zaśmiała się przyjaźnie i rozejrzała dookoła.
- Wiesz tato, to twoi zawodnicy.
- Viktoria! -  krzyknął, wychodzący z zakrętu Kevin. - Dawno się nie widzieliśmy. Wiesz jak bardzo Cię lubię, może byś wypełniła... - uśmiechnął się, aby przekonać dziewczynę do roboty za niego.
- Kevin! Trening, w tej chwili na murawę - trener popchnął 24-latka w kierunku boiska.
- Vikuś!
- Trening! - Klopp nie dawał za wygraną.
- Papiery, proszę - jęknął i wybiegł na murawę.
Milewska zaśmiała się pod nosem i weszła do sekretariatu, odbierając stertę dokumentów, które miała przejrzeć. Dotyczyły one oczywiście kibiców, z którymi Kevin miał świetny kontakt.
Ze wzrokiem utkwionym w drobnym druku, przemierzała czaro-żółty korytarz. Wchodząc na taras, na którym stała ciemnobrązowy narożnik z żółtymi elementami, instynktownie cofnęła krok do tyłu i spostrzegła samego poszukiwanego. Marco zauważył swoją ukochaną, lecz dalej prowadził zawziętą dyskusję z jakąś dziewczyną. Uśmiechnął się pod nosem, widząc zdenerwowanie wymalowane na twarzy Viktorii. Ba, wściekłość.
- Trening masz, kochanie - ostatnie słowo wypowiedziała ironią i spiorunowała 23-latka wzrokiem.
- Przepraszam, że Cię zatrzymałam - odezwała się brunetka. Była ładna, nawet bardzo ładna. Można by rzec, że była podobna do Viktorii. - W każdym razie, do zobaczenia. Zadzwonię - wskazała na niewielki skrawek papieru, na którym prawdopodobnie zapisany był numer telefonu Marco, i odeszła.
- Trening - Viktoria była strasznie zazdrosna, można powiedzieć, że kipiała zazdrością, której nie umiała nie okazywać. Odwróciła się na pięcie, lecz Marco złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Kochanie... - zaczął, jednak 20-latka od razu mu przerwała.
- Kto to był? - zapytała prosto z mostu, lecz nie otrzymała odpowiedzi. - Mowę Ci odebrało?
- Słodko się złościsz - zaśmiał się.
- Daj mi spokój.
- Jesteś zazdrosna! - krzyknął w triumfie. 
- Nie, nie jestem. O Ciebie i jakąś dziunie, która pojawiła się nie wiadomo skąd i nie wiadomo czemu? Proszę Cię - Marco nie odezwał się już więcej, tylko pocałował 20-latkę w czoło i pobiegł na trening. Każdy dzień uświadamiał mu coraz bardziej, jak wiele by mógł poświecić dla tej dziewczyny. Właściwie, ona była jego całym światem.

***

- Cześć - 20-latka podniosła wzrok znad dokumentów i dokładnie zlustrowała stojącą przed nią dziewczynę. - Mogę?
Viktoria przesuneła się, robiąc miejsce nieznajomej.
- Jestem Alana, a Ty, o ile się nie mylę, jesteś dziewczyną Marco, prawda?
- Tak, jestem Viktoria - nie miała ochoty na prowadzenie dalszej konwersacji z dziewczyną, jednak w głębi duszy chciała dowiedzieć się, co ów nieznajoma robi, i jakie ma zamiary.
- Mario dużo mi o Tobie opowiadał - odpowiedziała.
- Mario? Czy Ty... czy wy? - zdziwiła się.
- Tak się złożyło - uśmiechnęła się nieśmiało. Milewska z jednej strony cieszyła się, iż Gotze w końcu zapomniał o niej, ale czuła pewną złość - szczególnie na Marco, który nic jej nie powiedział. - Na początku starałam się mu pomóc. Nie było łatwo, o Dortmundzie niewiele wspominał, sama wiesz, jaki jest nieśmiały. W końcu się przyjaźniliście. Pewnie ciężko Ci było, po jego przeprowadzce.
Nie powiedział jej wszystkiego, ona nie wie kim jest Viktoria, i jak duży wpływ miała na jego wyjazd - pomyślała.
- Tak, to wszystko jest skomplikowane.
- Ja będę się zbierać, miło mi było Cię poznać.
Wyszła, zostawiając dziewczynę z milionem myśli.

***

- Czemu mi nic nie powiedziałeś? Czemu ja się zawsze dowiaduje ostatnia? Jesteś pieprzonym oszustem - zaatakowała 23-letniego pomocnika Borussii Dortmund, gdy wychodzili z budynku.
- Bez wyzwisk może - zaśmiał się. - A co ja miałem Ci powiedzieć? Nie chcę się wtrącać.
Nie odezwała się ani słowem. Wiedziała, że przegrała tę słowną utarczkę, dlatego wolała zamilknąć.
- Mamy jakieś plany na wieczór? - zmienił temat.
- Nie wiem, może coś zaproponujesz Romeo?
- Może wyjdziemy z Mario i Alaną, jeśli nie masz nic przeciwko - zaproponował. Z racji kontuzji, której nabawił się 20-letni pomocnik, wrócił do Dortmundu na parę dni. Jak okazało się w późniejszym rozrachunku, nie wrócił sam.
- Nie, oczywiście, że nie - skłamała, ponieważ wizja wspólnego wieczora w takim towarzystwie, nie była jej marzeniem, nawet jeśli ukochana Gotzego, mimo pewnego uprzedzenia, okazała się naprawdę miłą dziewczyną. Jednak jeśli oboje o sobie zapomnieli, dlaczego nie mieliby próbować jeszcze raz?

***

Siedziała z małym Sahinem w swoim mieszkaniu, okropnie się nudząc. Dzisiaj była niedziela, czyli wszyscy piłkarze dostali wolne. Marco wraz z Nurim oraz resztą kolegów wyszli świętować wczorajsze zwycięstwo nad Schalke 04. Nigdy nie miała nic przeciwko wieczornej, męskiej imprezie. Rozumiała, że nawet oni mają dość przytłaczającej rzeczywistości, i pragną się w pewien sposób rozerwać. Reus jeszcze nie wiedział, że ten wieczór może całkowicie odmienić jego życie...
Z przemyśleń wyrwał ją dzwoniący telefon, a na wyświetlaczu pojawił się numer Alany. Bez zastanowienia odebrała i skierowała swoje kroki ku oknu, z którego można było podziwiać nocny widok Dortmundu.
- Cześć, przepraszam, że przeszkadzam, ale strasznie się nudzę. Co powiesz ja jakieś wyjście, bo z tego co wiem, chłopacy postanowili sami umilić sobie wieczór? - zaproponowała.
- Wiesz, mam Sahina juniora na głowie, ale jak Ci pasuje to wpadnij.
- Jak się nie pogubię, to będę za pół godziny - zaśmiała się i rozłączyła.
Mimo wielkiej niechęci, którą z początku darzyła Viktoria do nowo poznanej dziewczyny, co raz bardziej się do niej przekonywała. Były do siebie podobne, nie tylko wyglądem, ale również charakterem. Być może dlatego zaczęły się dogadywać, jednak było coś, co mogło je rozdzielić. Przeszłość jednej z nich, i przyszłość ich obu...

sobota, 2 listopada 2013

Prolog



- Czego chcesz? Wyraziłem się chyba jasno, nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego.
- Doprawdy Reus, doprawdy?


 ***

- Porozmawiaj z nim, proszę. 
- To nie będzie takie proste.

***

- Cały czas mnie oszukiwałeś. Wszystko co było między nami to jedno wielkie kłamstwo. 

***

- To koniec? 
- W takim razie, nie było nawet początku.

***

- Nigdy nie przestałem Cię kochać. 

***

- To wszystko nie miało prawa się wydarzyć. My nigdy nie mieliśmy się prawa spotkać. Ja nie mogę jej tego zrobić, ona nie zasługuje na to. Zapomnij o mnie.

***

- Nie, jedyną osobą, która mnie rani, jesteś Ty. Daj mi czasu, o nic więcej Cię nie proszę. 
- Dałbym Ci wszystko, chociaż czasami się zastanawiam, czy na to zasługujesz. 

***

- Nigdy więcej miłości, nigdy więcej.

_____________________________

dortmunder-junge.blogspot.com - część pierwsza.